Jesienią, zimą i wczesną wiosną mam na bakier z czapkami. Nie znoszę ich, nienawidzę, w zasadzie nie noszę (okupuję to częstymi katarami i chorymi zatokami). Mam dwa rodzaje czapek, które w podbramkowych sytuacjach wciągam na łepetynę (tylko podczas opadów śniegu). Zwykle leżą sobie na półce i czasami "wyprowadzam je na spacer".
Najczęściej noszę udziergane wełniane opaski. Po pierwszych opadach śniegu zrobiłam przegląd swoich opasek. Stwierdziłam, że część z nich nadaje się do wyrzucenia. Przeżyły już swoje. Złapałam więc za druty i wczorajszy wieczór oraz dzisiejszy poranek poświęciłam na dłubanie.
Mam dwie nowe opaski, które jakiś czas mi posłużą. Zrobiłam je podwójną nitką na trójkach. Myślę, że spełnią swoje zadanie.






































